…so tired

Chyba nie mogłam znaleźć lepszego momentu na naukę programowania niż początek nowego roku. Parę dni wolnego, dużo energii, jeszcze więcej dobrych chęci, czterodniowy bigos… Czujesz motylki w brzuchu (jelitach?), w końcu jakieś sensowne postanowienie noworoczne. To nie może się nie udać!

Po dwóch dniach przypominasz sobie o zaliczeniach i sesji. I zaległych projektach. I 8-godzinnym dniu pracy. I kot zasrał żwirek. Damn, może jednak siłka…? Czytaj dalej „…so tired”

Reklamy

Jest no…moc!

Ostatnio mamy ciche dni. Prawie się do siebie nie odzywamy. Próby nawiązania rozmowy kończą się tak samo. – Hej, jak ci minął dzień? Co tam w pracy? Byłeś na siłce? – Nie. – A na basenie? – Nie. – A co robiłeś, jak mnie nie było? -KLEPAŁEM PYTONA.  Czytaj dalej „Jest no…moc!”

Pierwsze kod… koty za płoty

Chyba nie przesadzę, jak powiem, że cały wczorajszy dzień spędziłam z laptopem na kolanach, próbując napisać coś, co jakiś edytor mógłby nazwać kodem. Robię kurs na codecademy – ten z poprzedniego wpisu. Przeczytał o tym mój chłopak i… wyprzedził mnie o połowę (teraz już pewnie 3/4) w jeden dzień. Wciąga jak woźny ćwiartkę. Czytaj dalej „Pierwsze kod… koty za płoty”