Podstawy fizyki na siłce

Jednak coś we mnie pękło. Myślałam, że jestem silniejsza. Myślałam, że nic nie jest w stanie zachwiać moim przekonaniem o słuszności moich przekonań. Tyle lat oszukiwania siebie. No cóż, stało się.

Poszłam na siłkę.

Nigdy nie lubiłam wuefu. Z wzajemnością. Te ćwiczenia były pewnie w katalogach średniowiecznych tortur. I bieganie. I gry zespołowe. I brak prysznica. Jak można tak zniechęcać młodych ludzi do sportu?

Nie cierpię wysiłku fizycznego. Nawet na autobus nie biegam. Nie. Przez moment coś mi strzeliło do głowy i zrobiłam skalpel Chodakowskiej. Może ze dwa razy. Trzy. Mieszkałam sama i naprawdę mi się nudziło. Wyłączałam dźwięk, bo za dużo przeklinałam. Na każde ‚tak, świetnie, jeszcze tylko siedem… sześć… możesz jeszcze więcej!’ miałam jakiś kontrargument.

Kiedyś poszłam na zumbę. To był prawdziwy test na wytrzymałość mojego wewnętrznego przeklinaka (‚wilkołaki, nie przeklinaki!’). Muzyka… eh, nie będę w to wchodzić, wspomnę tylko, że na playliście był Gummy Bear Song. Nie. Nigdy więcej. Kto wymyślił zumbę? I dla kogo?

Ostatnio dużo siedzę. Siedzę przed kompem w pracy, siedzę w domu z laptopem. Próbuję różnych pozycji, ale od tego wszystkiego bolą mnie plecy i szyja, a potem głowa. Przemknęło mi przez myśl raz czy dwa, żeby poćwiczyć i się poruszać, ale pamiętam pilates! Pamiętam taniec na rurze! To tylko dobrze brzmi. To pułapka. Tak naprawdę to czysty ból, pot i łzy.

Dzisiaj w pracy koleżanka zaproponowała zajęcia Body Balance. Znalazła gdzieś siłkę, mamy multisporty, to żaden hardkor, tylko trochę się porozciągamy. Tak wywnioskowałyśmy po opisie – pilateso-yogo-tai-chi nie powinno zrobić nam krzywdy. Dobra, po drodze kupiłam leginsy i jazda, niech się dzieje wola nieba.

Wchodzimy na różowe maty. Dużo dziewczyn, może to dobrze. Jest i instruktorka. Jest i pierwsza piosenka. Bill Withers, Ain’t no sunshine. Zostajemy.

Muszę przyznać, że było fajnie. Trochę boli mnie prawy pośladek, chyba zrobiłam coś z wersji dla zaawansowanych, za mocno wczułam się w silnego wojownika czy innego psa z głową… niewiadomogdzie. I nawet mnie rozluźniały te relaksujące teksty, to wyciąganie się, zamykanie oczu. Aż tu nagle… – Wyciągamy nogi, mocno, mocno… Wyciągamy nogi w dwóch kierunkach – do sufitu i do podłogi. O święty Newtonie! I szlag trafił relaks.

A myślałam, że odpocznę od nauki i sesji. Ostatnio mój ukochany zdobył się na suchara sucharów. Jest taki mem z prezydentem od choroby filipińskiej – jest tak zimno, że go przeszły… ćwiartki. A że lubię cytować klasyków…:
– Ależ ta piosenka z Bijonse jest dobra, aż mnie przeszły ćwiartki!
– Nie ćwiartki… tylko CAŁKI.

Badumtsss

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s